Historia karczmy sięga początków XIX wieku i wyprzedza powstanie wsi o nazwie Antolka. To wieś bowiem, jak głosi przekaz z 1820 roku w pierwszej pisanej wzmiance o karczmie nazwę swą wzięła od żony karczmarza Antosi (Antolki). Zatem najpierw „...schowana w lasach przy Królewskim Trakcie z Karkowa do Warszawy stała karczma...” i była Antolka – żona karczmiarza, potem dopiero powstała wieś o tej samej nazwie. „Jak zwał tak zawał” – fakt, że karczma składająca się z dwóch jednakowych budynków, z których do dziś pozostał jeden frontowy, miała pełne zaplecze i możliwości do przyjmowania i obsługi gości, koni i zaprzęgów traktem tym podążających. I była znaczącym punktem odpoczynku i posiłku przy tym trakcie. Miała przy tym charakter lekko obronny. I tak w zasadzie jako tzw. Karczma zajezdna funkcjonowała przez cały XIX i początek XX wieku. Formalnie przynależąc do majątku w Książu Wielkim, faktycznie dzierżawiona i prowadzona, jak większość tego typu obiektów w Polsce przez Żydów. Po II Wojnie światowej, w efekcie nacjonalizacji majątków przeszła (znowu podobnie od wielu tego typu obiektów) na własność Skarbu Państwa, która to własność była czysto symboliczna czyli, przynajmniej w zakresie ochrony tych dóbr, żadna. Przez jakiś czas była tu jeszcze szkoła, a potem obiekt popadł w coraz większe zapomnienie i ruinę.

Na szczęście dla tego typu obiektów koniec lat 70-tych przyniósł Ustawę, która pozwalała przekazywać zdewastowane obiekty zabytkowe w ręce prywatne. Oczywiście jeszcze nie spadkobierców prawnych, do tego zajść musiały w Polsce zmiany ustrojowe, ale prywatnych entuzjastów ratowania zabytków i zamieszkiwania w dworkach, pałacykach etc. I w takiej prywatnej „misji życiowej” wędrował na początku lat 80-tych po Polsce architekt warszawski p. Leszek Sobolewski. Na drodze pomiędzy Jędrzejowem a Miechowem, pech (a chyba raczej szczęśliwy traf, jak się miało za chwilę okazać) chciał, że zagotowała mu się woda w chłodnicy i musiał stanąć. W kępie drzew dostrzegł zrujnowany budynek. Skracając całą historię, która sama w sobie była by ciekawa, bo Ustawa ustawą, ruina ruiną, a pozytywne załatwienie sprawy to jeszcze zupełnie coś innego. Pan Sobolewski z czasem stał się właścicielem „Antolki” bo była to własnie stara karczma. I z wielką determinacją ją odbudował przywracając użytkową funkcję sprzed lat, wielu, co do dziś podróżni wspomniani przeze mnie na początku, mają zanotowane w swej pamięci. Tak funkcjonowała „Antolka” przez ostatnią dekadę wieku poprzedniego. Stawało się jednak koniecznością jej dofinansowanie. Właścicielką Karczmy jest obecnie Ewa Pałyga.

Patrząc dziś na „Antolkę” odnosi się wrażenie, że jest to nie tylko doskonale wyremonto- wany i przygotowany do obsługi podróżnych przydrożny obiekt. Czuje się tu atmosferę domową, domowej kuchni, ten trudny do zdefiniowania klimat, który tak de facto decyduje o tym czy miejsce to się powtórnie odwiedza.